poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 1

*dwa lata później*

- Oti wiesz, że zaraz mamy koncert ? - śmiałam się. Tak, za 10 minut mamy koncert, a my nie jesteśmy jeszcze ani ubrane, ani uczesane, praktycznie nic nie zrobiłyśmy od czterech godzin.
- Dziewczyny, chodźcie już ! - krzyknęła Julie, nasza menadżerka
- Najpierw nas złap ! - krzyknęła Oti, a ja podbiegłam do niej. Wzięłam deskę i zaczęłam na niej jeździć, a moja BFF jak najszybciej założyła rolki i razem uciekałyśmy 6 ochroniarzom. 
- Rose tutaj ! - krzyknęła i wjechałyśmy w jakiś korytarz pod sceną. Był to zły pomysł ponieważ fani nas zobaczyli i zaczęli piszczeć.
- Chodź, bo zaraz nas złapią ! - krzyknęłam do dziewczyny, która szła przede mną. Po chwili zostałyśmy otoczone ze wszystkich stron.
- Nie ! - krzyczałyśmy kiedy się do nas zbliżali jednocześnie się śmiejąc
- Zostawcie je, my je odprowadzimy - powiedziała jakaś grupka chłopaków, a po chwili mogłam dostrzec, że to 1D.
- O właśnie, oni nas na pewno odprowadzą - zaśmiałam się. Znamy się z chłopakami od dwóch lat, od naszych początków w X-Factor'ze
- Nie, my z nimi pójdziemy - odpowiedział jeden ochroniarz, a my korzystając z jego nieuwagi wyślizgnęłyśmy się im i podbiegłyśmy do chłopaków. Ja stanęłam za Lou, a Oti za Zaynem.
- Spokojnie, pójdziemy z nimi - powiedział Liam i ruszyliśmy w stronę studia, a garniakowi się rozeszli.
 - Dzięki - powiedziałyśmy po wszystkim
- Co wy tu właściwie robicie ? Nie powinniście być w LA ? - zapytałam
- Powinniśmy, ale chcieliśmy wpaść na wasz koncert - odpowiedział mi tym razem Louis.

****

Koncert już trwa, połowa show już za nami, teraz zaczyna się ta taneczna wersja. Cały nasz zespół przyjechał, razem ćwiczyliśmy układy, jest super, jakby to powiedział Li "PER-FECT", ale o ich zdanie zapytamy później. 
- A teraz sobie trochę potańczymy, co wy na to ? - krzyknęła Oti i usłyszałyśmy głośne piski i krzyki. Wbiegła cała nasza grupa i zaczęłyśmy tańczyć. Wszystko wychodziło po naszej myśli gdyby nie fakt, że podczas jednego kroku wykręciłam kostkę. Nikt tego nie zauważył, ale bolało strasznie. Myślałam, że zaraz się przewrócę i nie wstanę, bo nie czułam jej normalnie.
- A teraz chwilę sobie odpoczniemy okej ? - zawołałam. Przerwa była dla mnie jak zbawienie. Zeszłyśmy ze sceny, ja już kulejąc i podbiegła do nas Julie 
- Rose co jest ? - zapytała
- Wykręciłam kostkę na scenie, cholernie boli - usiadłam na schodach.
- Niedobrze - denerwowała się, oczywiście nie na nas, ale co zrobić w takiej sytuacji. Gdzieś pobiegła, a na jej miejscu pojawili się chłopaki.
- Jak tam dziewczyny, świetny występ - pochwalili nas
- Dzięki, Rose skręciła kostkę - mówiła Oti stojąc przy mnie i ściągając z trudem mojego buta, ponieważ zwijałam się z bólu.
- To nie będzie zwykłe skręcenie - zareagowali wszyscy natychmiast. Po chwili przybiegł lekarz i obejrzał moją nogę.
- Nie jest za ciekawie, wprawdzie złamana nie jest, ale złuszczona, a to o krok od złamania, może nie trzeba będzie gipsu, ale nie może pani nadwyrężać tej nogi, najlepiej by było gdybyś resztę koncertu przesiedziała - powiedział
- Okej, dziękuję - uśmiechnęłam się lekko gdy mężczyzna zaczął mi bandażować nogę. Później wypisał tylko coś na kartce i dał skierowanie na prześwietlenie.
- Zaniosę Cię na scenę - zadeklarował Lou
- Nie, nie trzeba, nic mi nie jest, wejdę sama - powiedziałam i wstałam, ale już po chwili gdy stanęłam na nogę, syknęłam z bólu, co zauważył i wziął mnie na ręce.
- Słyszałaś lekarza ? Nie możesz jej nadwyrężać i ja Ci na to nie pozwolę - powiedział i wniósł mnie na stopień na scenie, który został przed chwilą dla nas przygotowany. Fani zaczęli krzyczeć na nasz widok. Louis delikatnie mnie usadowił na stopniu, po czym pomachał fanom i zszedł. Za chwilę też weszła Oti i usiadła na drugim końcu tego stopnia.
- Niestety musimy odwołać tańczenie, chyba już zorientowaliście się dlaczego - powiedziałam i zaczęłyśmy dalej śpiewać, a chłopcy stali już za kulisami. 

****

Koncert się skończył, wszystko poszło po naszej myśli, no prawie wszystko, bo ta moja kostka nadal daje się we znaki i to może nawet bardziej niż wcześniej. Próbuję nie dać po sobie tego poznać, ale jest ciężko skoro ból jest tak silny.
- Rose boli nadal ? - zapytał Niall
- Nie, już nie - odpowiedział i wymusiłam uśmiech. Chciałabym już być w domu, zasnąć i obudzić się jutro rano nie czując tego bólu, bo jego się normalnie nie da znieść. Nigdy chyba nie czułam AŻ TAKIEGO bólu. Nim się zorientowałam byliśmy już pod naszym domem. Louis znowu uparł się, że mnie zaniesie na rękach. Oti, którą na ręce wziął Zayn żeby "nie czuła się samotna" otworzyła drzwi i wpuściła nas chłopaków do nas.
- Okey to my idziemy, Rose, nie nadwyrężaj nogi, narazie, dobranoc - powiedzieli i wyszli z domu.
- To co robimy ? - zapytałam. Wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia, po czym włączyłam lapka. Miałyśmy na myśli oczywiście twitcama. Napisałyśmy ze swoich kont na TT "Twitcam o 21.30, yolooooo <3" i chciałam już wstać, ale Oti mi nie pozwoliła.
- Trzeba Ci coś załatwić, żebyś mogła sama chodzić jak nas nie będzie - zamyśliła się, po czym pobiegła do góry, a już po chwili zbiegła na dół trzymając w rękach kule do chodzenia. 
- Co ty, pojebało Cię, nie będę z takim czymś chodzić - zaśmiałam się.
- Będziesz, zmuszę Cię 
- Jak ? 
- Zawołam Louisa, a on Cię do tego zmusi kochana - uśmiechnęła się złowieszczo
- Dobra, dawaj to, Louis to by mi nawet nie pozwolił z kanapy wstać

****

Niektórzy ludzie wchodzący teraz na naszego twitcama są nieźle zboczeni, nie będę zdradzać szczegółów, bo to aż chore, żeby takie coś pisać. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Wyciągnęłam go z kieszeni moich dresów - Julie napisała esa. Od razu zaczęły się pytania na twitcamie od kogo esemes, a było też wiele takich, którzy myśleli, że to od Lou i napisali "cieszymy się waszym szczęściem !" Zostawiłam to bez komentarza. Musiałyśmy niestety kończyć już video, bo nasza menadżerka napisała, że mamy się zjawić w studiu i że zaraz podjedzie po nas limo. Spojrzałyśmy za okno - padał deszcz. Nienawidzę takiej pogody, zresztą Oti tak samo. Pożegnałyśmy się z fanami i wyłączyłyśmy lapka. Z trudem, bo pierwszy raz chodzę na kulach weszłam na górę i wyszukałam rzeczy do ubrania na dzisiejszą pogodę. Nałożyłam na siebie już płaszcz, buty i czekałam na moją przyjaciółkę. 
- Idziemy ? - zapytała schodząc
- No, a jest już limo ?
- Jest, widziałam, jak ubierałam sweter - powiedziała i wyszłyśmy z domu. Oti pomogła mi wejść do auta tak, żebym się nie wywróciła po czym pobiegła jeszcze zamknąć drzwi domu i pojechałyśmy do studia.

_________________________________________________________________

taki trochę nie taki, ale wydaję mi się, że chociaż trochę wam się spodoba :D Chciałabym was zaprosić na trzy blogi, mianowicie :
http://directionerandbelieberequalsme.blogspot.com
http://love-and-do-not-die.blogspot.com/
http://just-you-and-one-direction.blogspot.com/
Blogi są naprawdę niesamowite, opowiadają historie z życia codziennego, co prawda ostatni to imaginy, ale JAKIE IMAGINY ! Wspaniałe, mam nadzieję, że będą pisać częściej i chciałabym pozdrowić autorki :)

2 komentarze:

  1. Louis jaki opiekuńczy! <3 Rozdział genialny nie mogę się doczekać następnego. Życzę dużo weny! ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu świetny ! <3 Czekam na nn ! Chcę żeby dziewczyny były z Lou i Zayn'em <3 Dziękuje za promowanie :* Pozdrowionka :>

    OdpowiedzUsuń